Atghar Od'ethlen

- Proszę, proszę! A Jednak Pan Atghar zaszczycił nas swoją obecnością! Po zachodniej sali wykładowej na pierwszym piętrze Królewskiego Uniwersytetu im. Bohaterów Greyhawku, zwanego pospolicie “Szarą uczelnią”, przebiegł szmer. Rektor Albied Virhagen, człowiek konserwatywny i przywiązany do dawnych zasad, kochał się w punktualności. I nienawidził spóźnialstwa. Wskaźnik w jego ręce, choć drżał jak i całe ciało profesora, wskazywał na nowo-przybyłego. Był nim wysoki, szczupły student o dziwnym, lekko złotawym odcieniu skóry, włosach szaroniebieskich, szpiczastych jak na człowieka uszach i przejmujących zielonych oczach. - Widzę że Pan Atghar wie wszystko o bitwie pod Innspą? Pan Atghar nie musi uczęszczać na moje wykłady? Będzie Pan miał okazję popisać się swoją wiedzą już niedługo. Siadać! Głos profesora zadudnił, po czym w sali wykładowej zapanowała cisza, mącona jedynie krokami Atghara.

***

Ocknąłem się. Śniło mi się jakieś wydarzenie z przeszłości, z czasów uniwersyteckich. Zawsze miło wracam do tych czasów. Rano wykłady, popołudniu nauka fechtunku, wieczorem długie rozmowy z panem Victorem, moim mentorem, opiekunem i.. sponsorem mojej nauki. W nocy zaś wykradałem się, by zażyć nocnej hulanki w mieście Greyhawk. Victor wiedział o moich nocnych spacerach, musiał wiedzieć, ale najwyraźniej przymykał na to oko. Był dla mnie jak ojciec. Moje życie potoczyło by się całkowicie inaczej, gdyby... gdyby nie jego śmierć...

***

Huknęły drzwi, śpiący dotąd Atghar zerwał się z łóżka z nadludzkim wręcz refleksem, chwycił za broń, zamachnął się, po czym z przerażeniem opuścił miecz nie zadając ciosu. Przed nim stał Victor, cały zakrwawiony, jedną rękę trzymając na ranie ciętej przebiegającej wzdłuż klatki, w drugiej trzymając amulet o gwieździstym kształcie, zawieszony na złotym łańcuszku.

***

Pamiętam do dzisiaj jego ostatnie słowa... Przyszli szybciej niż się spodziewałem. To... To jest Twoje dziedzictwo, prezent od Twojej matki. Poznawaj przyszłość na co dzień. Odkryj przeszłość by poznać siebie. Żegnaj... synu...

***

Łza szybko znalazła swoją drogę, dłużej zatrzymała się tylko na koniuszku nosa, by w końcu upaść na starą, drewnianą podłogę. To był szacunek dla zmarłego, jedyny na jaki mógł sobie pozwolić Atghar. Słyszał łomot do zabarykadowanych drzwi piętro niżej. Słyszał jak zasuwa pęka i do środka wkraczają pośpiesznie postacie w ciężki butach...

***

Potem było okno, wściekła ucieczka w noc, w ciemność. Ucieczka, rozpacz, zniechęcenie i ucieczka, ciągła ucieczka przed nieznanym przeciwnikiem. I poszukiwanie, szukałem odpowiedzi podróżując od miasta do miasta, odwiedzając zarówno źródła oczywiste jak publiczne biblioteki, świątynie, uniwersytety czy mędrców, jak i raczej nietypowe jak karczmy, podrzędne tawerny, kramy kupieckie. Szukałem informacji na temat amuletu, który otrzymałem, szukałem odpowiedzi, chciałem wiedzieć kim jestem. Przez te blisko 10 lat ciągłych podróży, które minęły od czasu wydarzeń w Greyhawku, znalazłem tylko jedną, jedyną wskazówkę. Oczywiście w miejscu w którym najmniej się tego spodziewałem,

***

Nikt nie zwrócił uwagi na podróżnika wchodzącego do karczmy przez, o dziwo, nie skrzypiące drzwi. Było już dobrze po zachodzie słońca, jednak tej ciepłej, letniej nocy, w karczmie “Pod Dębowym Kosturem” nikt nie spał. We wspólnej izbie, w której przebywało ponad dwa tuziny osób, słychać było tylko jeden głos. To bajarz opowiadał historie o bohaterskich czynach dzielnej drużyny poszukiwaczy przygód, przerywając tylko by zmoczyć zaschłe usta łykiem zimnego trunku. Podróżnikowi wcale nie zależało na niczyjej uwadze, podszedł do szynkwasu i cichym głosem poprosił zasłuchanego karczmarza o piwo i strawę. Karczmarz był pierwszą osobą, która zwróciła uwagę na miecz podróżnika, lekko wykrzywioną, długą, jednosieczną klingę którą nosił na plecach, a nie u pasa. Szybkim ruchem karczmarz wyjął kilka ziemniaków z piecyka, odkroił gruby plaster pieczystego i dorzucił kilka świeżych warzyw.

***

Nigdy potem nie miałem już okazji odwiedzić tak wspaniałej karczmy, gdzie za tak wspaniałą strawę, antałek piwa, nocleg i śniadanie zażądano jednego srebrnika.

***

Minęło jeszcze kilka kwartałów nim opowieść doczekała się równie bohaterskiego końca. Słuchacze gratulowali bajarzowi, niektórzy obdarowywali go drobnymi monetami bądź wytworami rzemieślniczymi. Gdy tłum się rozszedł, podróżnik z mieczem na plecach usiadł koło bajarza. - Witaj mości bajarzu. Twa opowieść poruszyła me serce, a twa wiedza wzbudziła ciekawość. Powiedz proszę, czyś nie widział kiedy czegoś podobnego.

***

Gdy wyjąłem amulet i wsunąłem mu złotą montę do kieszeni, zaczął prawie szeptem opowiadać nieprawdopodobną historię, w której piękna kobieta o czarcich skrzydłach walczyła z potężnym magiem na śmierć i życie w obronie takiego amuletu. Bajarz twierdził że był naocznym świadkiem tego wydarzenia w swej młodości, ale nie potrafił podać szczegółów. Ciężko mi było mu uwierzyć, ale to jedyna wskazówka jaką otrzymałem odnośnie mojego tajemniczego dziedzictwa po dzień dzisiejszy...

Atghar Od'ethlen

WR 597 Urodzony, Okolice Enstad. Szczegóły nieznane. Rodzicie nieznani. WR ?-619 Wychowany przez pół-elfa, Victora En'Alsaha (562-619WR) WR 612-615 Szkoła przyświątynna pod wezwaniem Księcia Czasu, Boga Nauki Lendora WR 613-619 Rycerska Szkoła Fechtunku i Walki Konnej. WR 615-619 Królewski Uniwersytet im. Bohaterów Greyhawku. Historia, Polityka, Języki Obce i Dawne WR 619-628 Podróże...