Artvin spada³ w mroczn± przepa¶æ. ¦ciany by³y g³adkie jak szk³o. Ni¿ej, gdzie ju¿ zalega³a ciemno¶æ, zaczê³y po³yskiwaæ kryszta³em. Potem nie by³o ju¿ nic, jedynie ¶mieræ czekaj±ca tam, na dole.
Podczas lotu mê¿czyzna nie móg³ poruszyæ nawet palcem. Czu³ siê jakby kto¶ kierowa³ jego losem. I to od momentu kiedy tylko znalaz³ siê w sali tronowej. Spojrza³ w dó³. Ujrza³ strumyk, tak mu siê wydawa³o. Wiedzia³, ¿e to ju¿ koniec. Nie wyda³ z siebie ¿adnego krzyku, zamkn±³ tylko oczy i czeka³. W chwilê potem uderzy³...
Gdy otworzy³ oczy ujrza³ jedynie biel, nic wiêcej. ¯adnych kszta³tów, ¶wiate³, cieni... Nic.
- Wiêc tak wygl±da ¶wiat umar³ych? - zapyta³. Jego g³os odbi³ siê zniekszta³conym echem i wróci³ do niego kilkukrotnie.
- Nie - pad³a odpowied¼ znajomego poniek±d g³osu - Z pewno¶ci± tak nie wygl±da.
Artvin poczu³, ze budzi siê do ¿ycia.
- My¶la³em, ¿e nie ma dla mnie ratunku... - powiedzia³ nagle przypominaj±c sobie o elfce, któr± widzia³. - Co siê sta³o?
- Nic szczególnego - odpowiedzia³ ni¿szy, choæ ciêgle d¼wiêczny g³os. - D³ugo spa³e¶, zapewne by³e¶ zmêczony. Tyle podró¿y...
- Tak, zapewne - rzek³ znów melodyjny g³os - My¶leli¶my, ¿e zachorowa³e¶.
Artvin przebudzi³ siê. Mimo i¿ nie widzia³ dobrze, domy¶la³ siê ju¿ gdzie jest i co siê dzieje.
- To by³ tylko sen... - rzek³ do siebie nie wiedz±c czy to stwierdzenie, czy pytanie. - Gdzie jeste¶my? - zapyta³ wstaj±c i próbuj±c utrzymaæ siê na prostych nogach.
- Przenocowali¶my na równinie. Zmierzamy do Almir Had - powiedzia³a z u¶miechem Elsina. Rado¶æ rozros³a siê w sercu przebudzonego wêdrowca. My¶la³, ¿e ona tak¿e odesz³a, razem z nim...
- Czeka nas jeszcze dzieñ drogi, ale wydaje mi siê, ¿e barbarzyñcy s± w³a¶nie tam. Inaczej byliby ju¿ na równinie pal±c pobliskie wioski... - zamy¶li³ siê Loar - Dzieje siê co¶ dziwnego. Nie dzia³aj± ani zdecydowanie, ani logicznie. Demony maj± chytry plan.
- Tak, dzia³aj± w sposób nieprzewidywalny. Chod¼my ju¿ - dopowiedzia³a Elsina i wsta³a. Loar równie¿ podniós³ siê.
Ca³a trójka ruszy³a w stronê elfiego miasta Almir Had. Droga wiod³a prosto i nie by³a przera¿aj±co d³uga. Tylko co czeka³o na nich na miejscu? Czy mia³a to byæ klêska czy te¿ zwyciêstwo obroñców grodu...
Huredowi uda³o siê tylko musn±æ zwierza po futrze. Sam jednak odniós³ powa¿niejsze rany; na piersi mia³ g³êbokie rany po pierwszy ciosie nied¼wiedzia, na ramionach wiele zadrapañ, kilka powa¿nych.
Ku w³asnemu zdziwieniu barbarzyñca podda³ siê, od³o¿y³ broñ i czeka³, a¿ przeciwnik zada ostateczny cios, pozbawiaj±c go ¿ycia i udrêki.
Co¶ jednak zatrzyma³o cios w szyjê. Zwierz podniós³ siê i stan±³ przy swojej niedosz³ej ofierze. Ciê¿ko ranny Hured by³ zawiedziony. Musia³ znosiæ kolejne mêki. Mia³ tego dosyæ! Siêgn±³ po swój nó¿...
Nie móg³ sobie go podnie¶æ, gdy¿ kto¶ bole¶nie stan±³ na jego d³oni. Dowódca poczu³ przeszywaj±cy ból, oprócz tego poczu³ jeszcze tward± podeszwê buta...
Stoj±ca nad nim postaæ przygl±da³a mu siê spomiêdzy zêbów nied¼wiedzia, którego g³owê nosi³ na sobie. Zwierz znikn±³, ale lez±cemu na ziemi wojownikowi wydawa³o siê, ¿e nied¼wied¼, z którym walczy³ to by³o nic, w porównaniu co czeka go teraz.
- Czego szukasz, cz³owieku pó³nocy, na mojej ziemi? - zagrzmia³ - Czy masz zamiar dalej walczyæ? Je¿eli nie to po co w takim razie siêgasz po orê¿? Czy¿by odwa¿ny i hardy barbarzyñca chcia³ siê zabiæ, ustêpuj±c bólowi i udrêkom?
Nim przemowa dobieg³a koñca, Hured ponownie straci³ przytomno¶æ...
Opowiadanie nades³ane przez u¿ytkownika Jaroo
Dentes 2.0 Template © 2004-2010 Marcin 'Mmorcin' Szymkowiak.
Hosting by courtesy of Webdevelopment London venture - derosso.net
The Bridge Inn and and Ravians Tower by Rico Holmes, High Priestess by kind permission of Phaere.