Kolejny dzieñ wsta³ ciep³y i s³oneczny. By³ to dzieñ podobny do poprzedniego i do tego, który dopiero mia³ nadej¶æ. Jednym s³owem, dzieñ jak ka¿dy inny w Andanii, gdzie klimat by³ ³agodny i ciep³y, z³o¿a bogate, a wiêkszo¶æ upraw po³o¿ona by³a na ¿yznych glebach.
Promienie s³oñca przesiane przez jedwabne firany sprowadzone ze wschodu pada³y na wielkie, podwójne ³o¿e, w którym spa³ w³a¶nie obudzony w³adca - Anejron we w³asnej królewskiej osobie. Mia³ podkr±¿one oczy zdradzaj±ce niewyspanie, a twarz nosi³a sieæ zmarszczek towarzysz±cych wielkiemu wysi³kowi umys³owemu. Król my¶la³. My¶la³ o sprawach, jakie ostatnio nawiedzi³y jedn± z prowincji, Revon, gdzie le¿a³y kopalnie zapewniaj±ce spore bogactwo tej¿e prowincji, jak równie¿ ca³ej Andanii. Kopalnie rud metali, z których wyrabiano broñ i ozdoby, narzêdzia i sprzêt, b³yskotki i bi¿uteriê. Wszystkie te kopalnie upada³y jedna po drugiej.
Król gor±czkowo szuka³ sposobu na odzyskanie profitów p³yn±cych z wydobycia z³ó¿ metali, bowiem gospodarka kraju chyli³a siê powoli w stronê stopniowego, na razie tylko symbolicznego upadku. Jednak kwestia gospodarczej zag³ady spêdza³a sen z powiek nie tylko Anejronowi, lecz wielu jego poplecznikom, jakim udzieli³ wp³ywów we wspomnianych placówkach.
Król wsta³, przeci±gaj±c siê na siedz±co, po czym narzuci³ na siebie satynow± pelerynê w kolorze ochry, podbit± futrem z szynszyli, i podszed³ do sto³u, gdzie le¿a³a mapa. Nala³ sobie wina i zag³êbi³ siê w studiowanie topografii prowincji Revon sprawiaj±cej mu ostatnio tyle k³opotów.
W³adca mia³ wiêcej ni¿ 50 lat, co zdradza³a przygarbiona sylwetka, solidn± nadwagê wynik³± z braku ruchu, posiwia³e w³osy do ramion, zarost w tym samym kolorze oraz stalowo-szare oczy zdolne przewierciæ rozmówcê na wylot, tak, ¿e czu³ siê jak nagi. Mówiono, ¿e przed Anejronem nic siê nie ukryje i w wiêkszo¶ci by³a to prawda. Talent ten wynika³ jednak nie z budowy samych oczu, lecz z nieprzeciêtnej inteligencji i obycia króla, które to cechy zawdziêcza³ ¿yciowemu do¶wiadczeniu. Potrafi³ dok³adnie dozowaæ gniew, rozs±dek, ³askê, nagrody i kary, przez co uwa¿ano go za sprawiedliwego i prawego w³adcê. Lud wierzy³ w jego s³owa poparte czynami, nie burz±c siê wiêcej ni¿ to konieczne. Jednak pos³uchem darzy³ go tylko w³asny lud, a nawet wiêkszo¶æ niewolników, którym dane by³o go s³uchaæ b±d¼ ogl±daæ. Jednak ostatnio pojawi³ siê nowy problem. Istnia³a ca³a rzesza niewolników, którzy nie dost±pili zaszczytu bycia opromienionym przez ja¶niej±ce oblicze króla. I ci niewolnicy wzniecili bunt, bunt wielki i solidnie przygotowany, bunt o wolno¶æ, o ¿ycie. Bunt, który wy³±cza³ kopalnie jedna po drugiej.
Do wielkiej sali tronowej wspartej na rze¼bionych kolumnach, z fontann± na ¶rodku i kopu³± malowanego w sceny bitewne dachu wkroczy³ pos³aniec, dzier¿±c przy sobie zapieczêtowan± tubê z dokumentacj±. Podszed³ na odleg³o¶æ dwóch kroków od schodów prowadz±cy na postument z tronem, przyklêkn±³, jak nakazywa³ zwyczaj, na jedno kolano i sk³oni³ siê w stronê siedz±cego króla.
- Podejd¼ bli¿ej, poka¿ co przynios³e¶ - us³ysza³ w odpowiedzi.
- Tak jest, Panie - odpar³ wchodz±c na schody i zbli¿aj±c siê do tronu nie niepokojony przez stoj±cych po obu stronach gwardzistów z d³ugimi mieczami.
- Mam sam odpieczêtowaæ czy przekazaæ w ca³o¶ci? - zapyta³ wyci±gaj±c skórzan± tubê w stronê króla, który ani drgn±³. Obaj wiedzieli, ¿e by³o w tych s³owach ukryte has³o zwiastuj±ce zgo³a co¶ innego ni¿ z tych s³ów wynika³o.
- Masz odpieczêtowaæ i podaæ mi gotowy dokument - odpar³ Anejron patrz±c mu w oczy. Odpowiedzia³ na has³o, a potem wsta³ i nie po¶wiêcaj±c wiêcej uwagi pos³añcowi uda³ siê do bocznych drzwi, prowadz±cych na wielki taras zalany s³oñcem i obsadzony przez królewskich ogrodników wieloma cennymi odmianami ³adnych ro¶lin ozdobnych. Wys³annik bez s³owa uda³ siê za królem, lecz szli za nimi równie¿ dwaj gwardzi¶ci, trzymaj±c siê jednak na dystans.
Na wielkim tarasie wy³o¿onym kaflami sprowadzanymi specjalnie w tym celu z Ormanu sta³a drewniana, odosobniona altana biesiadna, w której król zwyk³ jadaæ posi³ki w gronie najbli¿szej ¶wity. By³a na tyle du¿a, ¿e pomie¶ci³aby z ³atwo¶ci± oko³o dwudziestu biesiadników siedz±cych przy wielkim stole, wraz z kilkoma osobami s³u¿by, jednak w tym momencie sta³a ca³kowicie pusta. W³adca zaj±³ zdobione krzes³o z ciemnego drewna, po czym wskaza³ pos³añcowi drugie miejsce przy stole, niezbyt odleg³e, by nie musieli rozmawiaæ g³o¶no, lecz niezbyt te¿ bliskie, poniewa¿ nie zna³ tego cz³owieka i jeszcze nie do koñca mu ufa³. Przy wej¶ciu, po obu stronach ³uku pokrytego pêdami winoro¶li stanêli dwaj gwardzi¶ci, tylko z pozoru patrz±c prosto przed siebie.
Król rozsiad³ siê w krze¶le, stwarzaj±c pozory nieformalnej rozmowy, wiedzia³, ¿e na wiêkszo¶æ ludzi dzia³a to uspokajaj±co i zachêcaj±co.
- Nalej nam obu wina i mów jakie wie¶ci - zachêci³ pos³añca. Tamten skin±³ g³ow±, siêgn±³ po kryszta³ow± karafê i dwa srebrne puchary stoj±ce na stole i nape³ni³ oba, podaj±c w pierwszej kolejno¶ci jeden królowi, nastêpnie zakorkowa³ naczynie i wzi±³ swój w³asny puchar. Kolejno¶æ czynno¶ci nie usz³a uwadze króla, pos³aniec musia³ byæ szkolony w obyciu i nauczono go tego co wiedzieæ powinien, spojrza³ nañ przychylnym okiem i skinieniem podziêkowa³, zachêcaj±c go jednocze¶nie do wiêkszej poufa³o¶ci.
Pos³aniec wykona³ kilka g³êbszych oddechów, pozwalaj±c by napiêcie nieco usz³o. Zachowanie króla pomog³o mu nabraæ pewno¶ci siebie, nie by³o tak strasznie jak mówili, nawet nie musia³ staæ na baczno¶æ i zosta³ poczêstowany winem.
- Przynoszê wie¶ci z po³udnia. Zdobycie tych wie¶ci kosztowa³o sporo ludzkich istnieñ, lecz uda³o siê. Pewna organizacja sponsorowana przez Wasz± Wysoko¶æ dokona³a prze³omowego odkrycia, które mo¿e przyspieszyæ tok sprawy - mówi³ szybko i po cichu, lecz bardzo wyra¼nie. Dykcja by³a kolejn± jego zalet±, która doczeka³a siê skiniêcia królewsk± g³ow±.
- Mów dalej, ja s³ucham - rzuci³ równie cicho król bawi±c siê kosmykiem brody nawijanym na palec. Ten ch³opak wykonywa³ kawa³ dobrej roboty, zapewne sam zdoby³ przedstawione informacje, wart by³ swojej wagi w z³ocie.
- Chodzi o to, ¿e w kopalniach szala³ demon, to nic nowego. To on umo¿liwi³ uwolnienie niewolników zabijaj±c wiêkszo¶æ stra¿y i niektórych namiestników - pos³aniec stopniowo przybli¿a³ siê, mówi±c coraz ciszej.
- To ju¿ wiem, mów dalej.
- W³a¶nie. To wiadomo ogólnie. Ale odkry³em... odkryli¶my ostatnio, ¿e demona przyzwa³ jeden z niewolników o wysokich zdolno¶ciach. I wiem kto to - dokoñczy³ ju¿ ca³kiem cicho.
Król zamy¶li³ siê, o czym ¶wiadczy³o zatrzymanie ruchu palca. Potem szybko siê pochyli³ w stronê ch³opaka ³api±c go mocno za ramiê.
- Wiesz? Mów kto to! Nie bój siê, mów - nak³oni³ go z bliska, widz±c ¿e tamten zl±k³ siê nag³ego ruchu.
- Hmm, no wiem jak wygl±da, ale nie wiem jak go zwali. To normalne, niewolnikom nadaje siê nasze imiona, ¿eby by³o ³atwiej je wymówiæ. Wiem który to, mogê wskazaæ albo zrobiæ co¶ innego... gdyby... gdyby mia³ znikn±æ. Zreszt± ju¿ Karelczycy chcieli go zabiæ, nie uda³o siê. Ci Batumi s± cwani i przebiegli. Mimo, ¿e po³±czyli si³y, Karelczycy w tajemnicy zaplanowali atak, zrobili to w sze¶ciu, wszyscy zginêli, nie zostali zabici, ale zwyczajnie przepadli bez wie¶ci. Nie chcieli nic mówiæ, jednak uda³o mi siê wydobyæ pewne informacje dzia³aj±c pod przykrywk±. I to od nich wiem który z Batumi rozporz±dza moc± przekraczaj±c± moc wielu spo¶ród naszych najlepszych magów. Dlatego my¶lê... nie ma znaczenia co my¶lê.
- Powiedz, chcê poznaæ twoje zdanie. Poniewa¿ odkryli¶cie to, a widzê, ¿e dokona³e¶ tego samodzielnie, masz prawo mieæ w³asne zdanie, chcê je poznaæ, je¿eli chcia³by¶ siê nim podzieliæ - odpar³ Anejron ¶widruj±c wys³annika oczami, jednak niezbyt natarczywie, raczej otwarcie, nadal trzymaj±c go za ramiê.
- Naprawdê nie powinienem...
- Mów, to rozkaz!
- Yyy, no tak. No wiêc my¶lê, ¿e potrzebujemy tego niewolnika do odegnania demona. Nie mo¿emy go zabiæ jak ka¿dego innego, potrzebujemy jego zdolno¶ci i mocy, nasi czarodzieje mog± nie daæ rady. Mówi siê, ¿e demon nie jest zwi±zany z naszym panteonem, lepiej niech ode¶le go ten, który go przyzwa³. To jednak mo¿e byæ trudne. Mo¿emy z³apaæ tego cz³owieka, jednak wówczas bêdziemy zmuszeni poprzeæ bunt niewolników nara¿aj±c kraj na straty. Z drugiej strony mo¿na to zrobiæ potajemnie, ale wtedy nie mamy gwarancji, ¿e bêdzie wspó³pracowa³, nie ma go czym zastraszyæ, bo nie posiada niczego, ¶mierci± nie bêdziemy go przecie¿ straszyæ, bo potrzebny nam ¿ywy i on na pewno by o tym wiedzia³. Pozostaje nam go przekupiæ, jednak nie mamy pewno¶ci czy bêdzie wówczas lojalny. I czy zechce wspó³pracowaæ do koñca, albo czy zdo³a zlikwidowaæ burzê, któr± rozpêta³.
- Hmmm, masz racjê, ca³kowit± racjê. Bardzo trafny wniosek. Ale mam pytanie, zdo³asz przeprowadziæ taki plan, gdybym podj±³ odpowiednie decyzje?
- Oczywi¶cie, Wasza Wysoko¶æ mo¿e na mnie polegaæ. W koñcu s³u¿ê Andanii, a ¶ci¶lej rodowi królewskiemu, wiêc zosta³em odpowiednio przeszkolony. Nie jestem tylko pos³añcem, jak by wynika³o. I Wasza Wysoko¶æ o tym wie, jestem o tym przekonany.
- Nasza wspó³praca bardzo mnie zadowala. Zosta³e¶ dobrze wyszkolony i jeste¶ odpowiednim cz³owiekiem do takich zadañ, choæ nie wiem kto was tam werbuje i szkoli, szczegó³y organizacji waszej siatki le¿± w gestii poszczególnych ludzi odpowiedzialnych za konkretne zadania. Nie wiem te¿ w jaki sposób jeste¶cie nagradzani za swoje dokonania, ale wierz mi, twoje nie s± ma³e. Dlatego ¿±dam, a wrêcz nakazujê ci za¿yczyæ sobie dowolnej nagrody, jakiej mogê udzieliæ, a jak± uwa¿asz za s³uszn± za swoje, niema³e b±d¼ co b±d¼, dokonania - ci±gn±³ król wyprostowawszy siê, siedz±c lu¼no i nieformalnie.
- To ju¿ pozostawiam w rêkach mocodawcy - odpar³ szpieg z u¶miechem, wykonuj±c neutralny gest w stronê króla.
- Jak mam nagrodziæ oddanego s³ugê, skoro nie wiem czego ¿±da? - rzuci³ mu król mrugaj±c okiem. - Czy ten wybraniec nie zechce podzieliæ siê swoimi oczekiwaniami? Naprawdê, mów czego potrzebujesz lub pragniesz, a byæ mo¿e uda siê to spe³niæ lub dostarczyæ, nie krêpuj siê bo nie lubiê tego.
- No wiêc chcia³bym tuzin najlepszych kurtyzan z Ormanu na wielkim statku p³yn±cym do Ketonii, zaopatrzonym w obs³ugê oraz najlepsze Kordawskie wina, ma³y zamek ¿ebym mia³ gdzie mieszkaæ po powrocie, lenno kilku wiosek p³ac±cych daniny i dostarczaj±cych tam ¿ywno¶æ, dziesiêciu s³u¿±cych, tuzin wy¶cigowych koni, karetê ze srebrnymi obiciami, ³o¿e na kilka osób, wielki ogród z jab³oniami i basenem oraz w³asny herb i tytu³ rodowy - wyplu³ z siebie szpieg, obserwuj±c jak królowi rosn± oczy i wyd³u¿a siê twarz z niedowierzania. Jednak szybko przerwa³ opowie¶ci widz±c rozbawienie na twarzy w³adcy, który dopiero po kilku chwilach poj±³ sens wypowiedzi.
- A tak po prawdzie, tak po prawdzie to jad±c tutaj straci³em konia. Nie by³ najlepszy, ale nosi³ mnie ju¿ dwa lata. Napadli mnie zbóje i konia ubili, jednak uciek³em lasami. Pieszo. A droga daleka, dlatego informacja mog³a nie dotrzeæ na czas, a by³a wa¿na. Z tego powodu my¶lê, ¿e dobrze by by³o gdybym mia³ innego konia. Mo¿e byæ nawet gorszy, byle uda³o siê przedrzeæ przez te lasy w drug± stronê. Poza tym niczego mi nie trzeba, no mo¿e oprócz posi³ku i noclegu, bo ostatnio kiepsko z tym by³o. Prawda taka, ¿e nie spa³em od czterech dni i ledwo siedzê. Dlatego... dlatego nie ruszy³em wina - wyja¶ni³ u¶miechaj±c siê niepewnie.
- Za³atwione, jeste¶ wart swoich zas³ug. Dostaniesz konia, nocleg, ¿ywno¶ci ile zechcesz, a do tego co¶ ode mnie osobi¶cie. Ceniê dobrych fachowców i chcê, by powodzi³o im siê jak najlepiej. Mam te¿ nadziejê, ¿e siê jeszcze zobaczymy, twoje towarzystwo, wbrew temu co ci o mnie nagadali, jest dla mnie cenne. Oto twoje nagrody.
Na stole pojawi³a siê pêkata i ciê¿ka sakiewka zawieraj±ca wy³±cznie z³oto, ¿adnego srebra, wydobyta ze statywu butelka drogiego Kordawskiego wina, którego pos³aniec nie pi³ wcze¶niej, oraz sygnet z rubinem znacznej warto¶ci.
- Jutro rano przy¶lê cz³owieka, pójdziesz z nim do szlacheckich stajni i wybierzesz sobie konia nale¿±cego do mojej prywatnej kolekcji. Dostaniesz do niego siod³o z uprz꿱 i juki, które kwatermistrz zaprowiantuje odpowiednio do potrzeb. W miêdzyczasie mo¿esz korzystaæ z kuchni w pa³acu albo wybraæ jaki¶ lokal w mie¶cie, nocleg otrzymasz za darmo w ka¿dym zaje¼dzie, powo³aj siê na rozkaz królewski. Mo¿esz zostaæ w mie¶cie jak d³ugo chcesz, lecz wola³bym mieæ ciê na miejscu. Nie bêdê ciê pogania³, jednak wkrótce musisz wyruszyæ. Do tego czasu otrzymasz szczegó³owe polecenia o podjêtych przeze mnie decyzjach odno¶nie naszej sprawy. A, jeszcze jedno, co jest w tubie?
- Rzeczywi¶cie, tuba. Jest tam mapa prowincji Revon. Zaznaczono na niej punkty najwiêkszego oporu niewolników oraz wszystkie kopalnie czynne i nieczynne, równie¿ te na granicy upadku. S± dok³adnie opisane na za³±czonym pergaminie, nie powinno byæ k³opotu z ich odczytaniem. Oto tuba, ca³e szczê¶cie, trafi³a w powo³ane rêce. Co mogê jeszcze zrobiæ?
- To ju¿ wszystko. Masz odpocz±æ i czekaæ na rozkazy. Mo¿esz odej¶æ - król zakoñczy³ spotkanie wstaj±c i wychylaj±c puchar.
Karelczyk p³ynnie zsun±³ siê z winoro¶li wspinaj±cej siê na pochy³e ¶ciany nadrzecznego klifu, przemierzy³ obszar pokryty olszyn± i bezg³o¶nie wsun±³ siê w trzcinowisko. Jego lisie oczy b³yszcza³y zadowoleniem w zapadaj±cym zmierzchu upalnego dnia. Bez po¶piechu w¶lizn±³ siê do rzeki, poczeka³ chwilê rozgl±daj±c siê na boki, a nastêpnie przep³yn±³ sprawnie na przeciwleg³y brzeg, gdzie wydosta³ siê na grz±ski grunt i wszed³ do lasu.
Zas³yszane dzi¶ informacje nie by³y kompletne, lecz s³ysza³ dostatecznie wiele, by móc domy¶liæ siê reszty. Król wysy³a swojego szpiega na teren objêty buntem, bêdzie musia³ siê spieszyæ, aby ta wie¶æ dotar³a na czas jeszcze przed przybyciem owego szpiega. Mechanicznie wyj±³ zza pazuchy zerwane winogrona, które omal nie kosztowa³y go zdemaskowanie, w³o¿y³ kilka gron do ust i wyplu³ pestki. Misja siê powiod³a, teraz tylko musi dotrzeæ na czas. Ale ten ch³opak mia³ tupet, rozmawia³ z królem jak z równym. Ale co to za król, który na to pozwoli³! Jednak... jednak ten król sprawia³ wra¿enie, jakby dok³adnie wiedzia³ co robi. Tak. Nic dziwnego, ¿e Nadania radzi sobie tak dobrze, maj±c takiego cz³owieka jako w³adcê. Karelczyk s³ysza³ ju¿ niejedno o Anejronie, jednak teraz musia³ zmieniæ zdanie. Ta krwio¿ercza bestia, która kaza³a katowaæ jego ludzi niewolnicz± prac± w kopalniach okaza³a siê ca³kiem przystêpnym, cokolwiek mi³ym i weso³ym cz³owiekiem, potrafi±cym doceniæ us³ugi ciê¿ko haruj±cych szpiegów. Mo¿e warto by³oby dla niego popracowaæ? Trzeba to przemy¶leæ. Mo¿e... mo¿e nawet mo¿na nawi±zaæ wspó³pracê z tamtym szpiegiem, zamiast go wydawaæ? To równie¿ nale¿y przemy¶leæ. Karelczyk o lisich oczach mia³ nie lada problem, sta³o przed nim wyzwanie lojalno¶ci, nie by³ pewien jak post±piæ. Wiedzia³ jedno, zdecydowanie lepiej pracuje siê dla zleceniodawcy, który p³aci. K³opot w tym, ¿e ten p³ac±cy zleceniodawca nie jest nawet Karolczykiem, wrêcz przeciwnie, jest wrogiem jego ludu, do tego takim, przeciw któremu powsta³ bunt. Bunt zorganizowany wprawdzie przez Batumi, jednak taki, w którym jego ludzie bior± przecie¿ udzia³. Trudna sprawa. Decyzja nie bêdzie prosta i przyjemna, mo¿e kosztowaæ g³owê.
Nastêpnego dnia s³oñce wsta³o o dwie godziny wcze¶niej ni¿ zwykle, a przynajmniej tak zdawa³o siê Theo, pos³añcowi ¶pi±cemu w pokoju w zaje¼dzie. Promienie s³oñca obudzi³y go, padaj±c wprost na twarz, przez co nie wyspa³ siê tak d³ugo jakby chcia³. Jednak nie ¿a³owa³ tego. Mia³ zadanie, mia³ siê wyspaæ i spotkaæ z cz³owiekiem króla. Dlatego wyskoczy³ z op³aconego na jedn± noc ³ó¿ka, przemy³ siê w misie lej±c wodê z dzbana, a nastêpnie zszed³ na dó³ i zamówi³ posi³ek, równie¿ powo³uj±c siê na rozkaz króla.
Karczmarz nie by³ szczególnie zachwycony, lecz nie ¶mia³ siê przeciwstawiæ. W innych okoliczno¶ciach uczyni³by tak niechybnie, jednak nie dzi¶. Bo dzi¶ pojawi³ siê cz³owiek, który potwierdzi³ zamówienie m³odzika i do tego uregulowa³ rachunek.
Kiedy Theo zszed³ na dó³, karczmarz spojrza³ na królewskiego cz³owieka i wskaza³ ch³opaka oczami, czego jednak m³odzian nie zauwa¿y³, gdy zamawia³ posi³ek. Jednak zadziwi³o go, ¿e posi³ek ju¿ na niego czeka³, by³ natychmiast. To wyda³o mu siê na tyle podejrzane, ¿e rozgl±daj±c siê dyskretnie w ko³o natychmiast natrafi³ na wzrok wlepiony w niego zza jednego z, w wiêkszo¶ci pustych o tej porze dnia, sto³ów.
- Czy ten cz³owiek nie wydaje siê podejrzany? Ci±gle siê na mnie gapi, co to za jeden? - zagadn±³ karczmarza.
- A, zabawna sprawa, bo on o waszmo¶cia te¿ pyta³. Mówi³, ¿e od króla ma sprawê i rozkazy dla jednego go¶cia, i opisa³, wypisz wymaluj, waszmo¶ci.
- A to w porz±dku, posi³ek podaj do tamtego sto³u - odpar³ bez d³u¿szej zw³oki.
Podszed³ do stolika i przysiad³ siê.
- Witam, to mnie szukasz. Jakie rozkazy?
- Masz odebraæ nagrodê w stajni, wyszykowaæ siê i jeszcze dzi¶ rano wyruszyæ na po³udnie, gdzie ponoæ trzeba kogo¶ nak³oniæ do wspó³pracy, jak to król okre¶li³: "grzecznie i z nale¿ytym przekonaniem". W tym celu powierzona ci zostaje ta oto sakiewka, jako fundusz na zadanie, mo¿esz tym rozporz±dzaæ wedle woli odpowiednio dozuj±c "nale¿yte przekonanie" komu trzeba. To te¿ s³owo króla. Je¿eli nie uda siê "grzecznie", wtedy masz go nak³oniæ do wspó³pracy w inny sposób, znaczy dostarczyæ go ¿ywego i w dobrej formie do pa³acu, gdzie zostanie odpowiednio nak³oniony. Pod ¿adnym pozorem nie mo¿esz dopu¶ciæ, ¿eby temu komu¶ co¶ siê sta³o, ponoæ jest cenny i królowi na nim zale¿y, chce go ¿ywego i w jak najlepszym stanie. ¯eby wykonaæ zadanie, mo¿esz wspó³pracowaæ z lud¼mi, o których "obaj wiemy", jak wyrazi³ siê król. Ale decyzje podejmujesz niezale¿nie, król liczy na twój rozs±dek i dyskrecjê. Podobno sprawa jest ¶liska i nikt ma o tym nie wiedzieæ. Dlatego pakuj rzeczy i idziemy.
- Wolnegooo, zjem najpierw, nie mogê tak na pusto t³uc siê szlakami. Wykonam zadanie, ale ¶mieræ g³odowa mi w tym nie pomo¿e.
- Jak wolisz, ja poczekam, a potem za³atwimy sprawy.
- Zgoda.
Dentes 2.0 Template © 2004-2010 Marcin 'Mmorcin' Szymkowiak.
Hosting by courtesy of Webdevelopment London venture - derosso.net
The Bridge Inn and and Ravians Tower by Rico Holmes, High Priestess by kind permission of Phaere.