Wyobra¼ sobie prze¶cierad³o. Takie zwyczajne, jakiego u¿ywa wielu ludzi. Wykonane z powoli stygn±cego, p³ynnego szk³a. Zgniecione jak po ostatniej nocy przepe³nionej marzeniami sennymi o niezdobytych przestrzeniach, nieograniczonym wymiarze wszechistnienia i wszechwiedzy. L¶ni±ce od ¿ó³tawego ¶wiat³a przetykanego smugami szaro¶ci i cienia, ale to nie wszystko, równie¿ smugami blasku jak pochodz±cego od odbicia ¶wiate³ ulicznych latarni na zalanym ka³u¿ami bruku ciep³ego, letniego hiszpañskiego miasta. ¦wiat³em tworz±cym ³uki i za³amania jak monoklina w podwodnych grotach, lecz o innym kolorze. Wyobra¼ sobie to wszystko.
A wyobra¼ sobie siebie, jako ma³e zwierz±tko, dla przyk³adu wielko¶ci mo¿e chomika, mo¿e b³yszcz±cej tropikalnej ryby. Zwierz±tko przedzieraj±ce siê przez l¶ni±ce groty stygn±cych szklanych prze¶cierade³, a ¶ci¶lej dryfuj±ce z pr±dem op³ywaj±cym podmorskie laguny, wulkany, groty i ca³y ten przepiêkny, barwny ¶wiat pozbawiony wszelkich ograniczeñ czasu i przestrzeni. Pozbawiony kierunku, grawitacji i wymiaru.
Tak. Dok³adnie tak czu³ siê Nerere, kiedy obudzi³ siê nastêpnego ranka. To by³a jego pierwsza wycieczka i ch³opak naprawdê nie móg³ poj±æ tych wszystkich cudów, których by³ ¶wiadkiem. Jego l¶ni±ca od potu czekoladowa skóra wydawa³a siê odbiciem nocnych prze¿yæ, gdy ch³opak wyszed³ na zalan± s³oñcem jedn± z afrykañskich uliczek ma³ej wioski, gdzie wszyscy siê znali i wspólnie ¿yli od wielu pokoleñ. Tak. Dzi¶ w nocy by³a pierwsza z wypraw m³odego Nerere.
Niektóre z obrazów, nad którymi siê zastanawia³, pochodzi³y z jego wcze¶niejszych prze¿yæ, których do¶wiadczy³ nurkuj±c z kolegami w wielkim, b³êkitnym oceanie, gdzie ³owili ryby na sprzeda¿. Ocean ich karmi³, dawa³ zarobiæ, ochrania³ i zaopatrywa³ w sól, jak± mo¿na by³o wydobyæ z odparowanej wody. Pod jego powierzchni± a¿ roi³o siê od podmorskich raf, grot i pióropuszy gorgonii, a wszystko to prze¶wietlone siatk± delikatnych grotów s³oñca, przecinaj±cych lazurowe lustro pomarszczonej wody.
Inne obrazy pochodzi³y natomiast ze ¶wiadomo¶ci zbiorowej jego ludu. Te by³y wa¿niejsze. Jako uczeñ szamana, ch³opak musia³ nauczyæ siê je rozpoznawaæ i czerpaæ z nich moc, poradê i metody postêpowania. By³y znacznie wa¿niejsze od jego osobistych prze¿yæ, bowiem kumulowa³y siê w ka¿dym zakamarku jego cia³a, zupe³nie jak DNA, z którego zosta³ zrodzony. A dok³adniej, jak DNA, z którego powstali wszyscy ludzie na ziemi, którzy przecie¿ stanowili jedno i to samo ogniwo.
Id±c przez ciep³± uliczkê pokryt± z³oto-czerwonym piaskiem ch³opak nad wszystkim siê zastanawia³. Mo¿e groty wcale nie by³y grotami? Mo¿e szk³o i prze¶cierad³o mia³y jakie¶ g³êbsze znaczenie? A mo¿e by³y czym¶ innym, a tylko on nada³ im takie nazwy i wygl±d? Nie potrafi³ tego ogarn±æ, a opowiedzieæ ju¿ na pewno. Jednak wiedzia³, ¿e nie mo¿e ¿yæ tylko w tamtym ¶wiecie. Dlatego celowo zatrzyma³ siê, i w my¶lach okre¶li³ ka¿dy przedmiot, na jakim spocz±³ jego wzrok. Nada³ nazwy i kszta³ty ca³emu ¶wiatu, jaki go otacza³, wykreowa³ go od nowa, jakby uczy³ swój umys³ ¶wiata na nowo. Ta przemiana pozwala³a mu, choæ na razie o tym nie wiedzia³, ¿yæ w dwóch ¶wiatach jednocze¶nie, istnieæ na obu poziomach. Jednak poziom trzeci by³ na razie wielk± zagadk±, tajemnic±, sekretem, który nale¿y poznaæ, lecz nie mo¿na tego zrobiæ za pomoc± umys³u. I Nerere wiedzia³, ¿e kolejny ¶wiat stanie siê dostêpny, lecz nie wiedzia³ jak i kiedy. Lecz przecie¿ czas nic go nie obchodzi³. Mia³ na to ca³± wieczno¶æ, która skupi³a siê dok³adnie w tej w³a¶nie chwili. I ¿adnej innej.
A potem nagle rzeczy sta³y siê. Sta³y siê na nowo. Zaraz po tym, jak nada³ im imiona, kszta³ty i po³o¿enie. Zwyczajnie wesz³y w obecn± chwilê i siê sta³y. Nerere spogl±da³ na ¶wiat, jakby widzia³ go po raz pierwszy. Nagle u¶wiadomi³ sobie, ¿e widzi je przecie¿ po raz pierwszy. Rzeczy zaczê³y byæ takie, jakie s± naprawdê. Ch³opak pobieg³ uliczk± do przystani bacznie obserwuj±c ka¿dy kamieñ przy drodze. Ka¿dy, który by³ ciep³y, b³yszcz±cy i opowiada³ swoj± historiê. Potem zwolni³, gdy¿ chcia³ zobaczyæ wiêcej. Z zaciekawieniem granicz±cym z pasj± obróci³ siê i spojrza³ na ca³± wioskê. By³y tam budynki, byli tam ludzie, przedmioty, nawet zwierzêta i ro¶liny, by³y kamienie, drewno, blacha i beton. I ka¿da z tych istot opowiada³a mu o sobie.
Gdy nabiera³ wody z pompy, zobaczy³ j± jako ¿yw± istotê. Istotê bardzo ulotn±, p³ynn±, energetyczn±, równie¿ zespolon± z tym miejscem, z wypolerowanym ziarnami piasku metalem pompy, pokrytym star± zielon± farb±, ze z³o¿ami pod spodem, wreszcie z ziemi±, po której chodzili wszyscy, z wiosk±, która na niej sta³a. Wszystko stanowi³o jedno, stanowi³o to samo.
Napi³ siê, op³uka³ twarz i wy¶lizgn±³ siê z drugiego ¶wiata. Otrzepa³ spodnie i wróci³ do chaty z baniakiem wody.
Dentes 2.0 Template © 2004-2010 Marcin 'Mmorcin' Szymkowiak.
Hosting by courtesy of Webdevelopment London venture - derosso.net
The Bridge Inn and and Ravians Tower by Rico Holmes, High Priestess by kind permission of Phaere.