Esterka nie mog³a wysiedzieæ w miejscu. Noc ju¿ by³a pó¼na, a ona nie mog³a spaæ, tak bardzo dar³o siê podmienione dziecko. Co chwila chodzi³a do niego i sprawdza³a czy nic mu nie trzeba, lecz po tym odmieñcu niewiele by³o widaæ, nie potrafi³a odgadn±æ jego potrzeb tak dobrze, jak w³asnej córki. Zastanawia³a siê co powie Siegmundowi rano, gdy wróci ze stra¿y. Nie mog³a przecie¿ pokazaæ mu odmieñca, a jednocze¶nie ukryæ go by³o nies³ychanie trudno, nie mieli wielkiego domu z komnatami, poza tym dziecko by³o ich oczkiem w g³owie. Niemo¿liwe, ¿eby m±¿ nie zwróci³ uwagi i nie spyta³ o dziecko kiedy wróci. Postanowi³a zadzia³aæ natychmiast.
Z³apa³a koszyk, prze³o¿y³a doñ dziecko i pobieg³a do znajomej znachorki na koñcu wsi. Zapuka³a i wesz³a bez pytania. Wewn±trz jednak nikogo nie by³o, chata sta³a pusta. Przera¿ona dziewczyna postawi³a kosz z odmieñcem na ziemi i wybieg³a w noc szukaæ gospodyni.
Noc by³a ciemna, na niebie b³yszcza³y siê pod¶wietlone kwart± ksiê¿yca blade, niskie chmury. Co chwila jaki¶ cieñ przelatywa³ na tle ¶wiat³a, ko³owa³ i zawraca³. Esterka trzês±c siê ze strachu zanurzy³a siê w niewysokich zaro¶lach otaczaj±cych podmok³± ³±kê na skraju lasu. Na ka¿dy szelest reagowa³a gwa³townie, zatrzymywa³a siê, by popatrzeæ i ponas³uchiwaæ, lecz niczego nie odkry³a, mimo widzenia w nocy. "To na pewno nocne zwierzêta, to musz± byæ one", t³umaczy³a sobie. Jednak cieñ lataj±cy po niebie nie dawa³ jej spokoju, stale j± przera¿a³, a raczej nie sam cieñ, ani istota go nosz±ca, lecz pewnego rodzaju pokrewieñstwo, jakie dziewczyna z nim poczu³a. Cieñ by³ istot± nocy, z niewiadomych przyczyn nie czu³a przed nim lêku, ca³y strach by³ wynikiem si³y dzia³ania umys³u, który wmawia³ jej, czego powinna siê obawiaæ, a czego nie. Jednak wewnêtrznie nie czu³a przera¿enia przed tym cieniem. I to j± przerazi³o, sama nie wiedzia³a czemu.
Opu¶ci³a zaro¶la i wesz³a w trzciny i oczerety, porastaj±ce bagnist± po³aæ przeciêt± gdzie niegdzie samotnym drzewem z kêp± traw i turzyc, a czasem równie¿ powoju czy kociego oka, znajomych jej zió³. Gdy zanurzy³a siê dalej w ten rzadki teren, ni to ³±kê, ni bagno, ni las, nagle do jej uszu dotar³ ¶piew. By³a to smutna, ponura melodia, jakiej dotychczas nie zna³a z ludzkich osad. Jednak co¶ tu nie pasowa³o. Ta melodia nie by³a ca³kiem obca, nie by³a zupe³nie nowa. Gdzie¶ na skraju ¶wiadomo¶ci pojawi³a siê my¶l, ¿e ta piosenka jest czym¶ szczególnym, bardzo dobrze znanym. To nie by³a zwyk³a piosenka. To brzmia³o jak lament.
I wtedy przed oczami Esterki stanê³y obrazy z dzieciñstwa. Ko³yska z ³yka i trawy, strumieñ, pikuj±ce zimorodki, pliszki przegl±daj±ce siê w ka³u¿ach na brzegu. I te kobiety. Wszystkie szare, o czarnych w³osach i oczach, siedz±ce na brzegu, chude i brudne, pior±ce za pomoc± chwytanych d³ugimi po³amanymi pazurami kijanek swoje brudne koszule, które nigdy nie da³y siê wypraæ, swoje chusty, które równie¿ pozostawa³y brudne pomimo d³ugiego prania, a tak¿e pieluchy zmar³ych z wycieñczenia dzieci, które le¿a³y obok i ju¿ nie krzycza³y. Pieluchy odmieñców. Tak. To by³ ten sam lament. Lament, jaki wydaje kobieta, która straci³a dziecko. Dziecko-odmieñca. To dlatego mówiono na nie "p³aczki", choæ czê¶ciej wo³ali na nie "mamuna". Niewielu je widzia³o, lecz ka¿dy wiedzia³ jak wygl±daj±. Ka¿dy wiedzia³, do czego s± zdolne. I ka¿dy wiedzia³ o drzemi±cych w nich mocach, których mog± u¿yczyæ tylko wybranym.
Esterka podesz³a bli¿ej, w stronê strumienia, lecz nagle poczu³a na ramieniu zimne twarde palce. Serce zamar³o na moment i dziewczyna zrobi³a szybki, niekontrolowany wydech, jaki zwyczajowo zabezpiecza³ przed wrogimi si³ami, jednak nie musia³a siê obawiaæ. Za ni± sta³a wied¼ma, któr± dobrze zna³a. Nabra³a powietrza i czeka³a.
- Witaj córko. Poznajesz? Poznajesz ten ¶piew? Znasz go dobrze, wszystkie go znamy. Ka¿da z nas jest dzieckiem natury, dzieckiem ludzi i nie-ludzi zarazem. Tak, te¿ jeste¶ taka, chocia¿ o tym nie wiesz. Twoja moc jest s³aba, to moja wina. Podobnie jak ty, nie chcia³am oddaæ córki na wychowanie. Im, im na wychowanie. Bo¶ ty jest moja córa, trzecia w kolei, dok³adnie jak tamta, ty masz moc, o której nawet mo¿e nie wiesz.
- A-ale jak to?... co?...
- Nie wiesz? Ale¿ wiesz doskonale. Ka¿da z nas to wie. Córka musi i¶æ na wychowanie. Czas nie ma znaczenia. ¯adnego. Mo¿esz j± oddaæ teraz, by nabra³a mocy, a wtedy bêdzie zdrowa, mocna, bêdzie zdolna do rzeczy wielkich. Mo¿esz j± oddaæ potem, ale wtedy mo¿e chorowaæ, stale byæ g³odna, jak w±pierz, po¿±daæ ciep³a, jad³a i mocy, zw³aszcza mocy. A mo¿esz jej nigdy nie oddaæ, a wtedy po¿yje d³ugo, mo¿e nawet bardzo d³ugo, ale stale bêdzie g³odna, ¿±dna krwi, jad³a, napitku, ale mocy najbardziej. A¿ w koñcu umrze. Ale ka¿da moc, jak± napotka, bêdzie silniejsza ni¿ ona, bêdzie j± przyci±gaæ jak æmê do ¶wiecy, moc bêdzie jej rozkazywaæ, zamiast byæ odwrotnie. Moc bêdzie ni± w³adaæ jak niewoln±, moc bêdzie jej rozkazywaæ, karmiæ i poiæ, ale ka¿da dawka mocy bêdzie zbyt ma³a i s³aba. Bo córka nie bêdzie zdolna do czerpania mocy i pos³ugiwania siê ni±, nie bêdzie nauczona, nie bêdzie wyszkolona. Mo¿na to zrobiæ tylko w jeden sposób. Przez oddanie jej na wychowanie. Do nich.
- Do nich?
- Tak. To dlatego gin± odmieñce. Nie maj± mocy, nie mog± ¿yæ. Tylko ludzka córka natury ma tyle mocy, by prze¿yæ u p³aczek. Bo one nie karmi± dzieci jad³em, karmi± je tylko moc±. Niczym wiêcej. Ale dziecko ¿yje, bo zaczyna z mocy korzystaæ, moc utrzymuje je przy ¿yciu kiedy ju¿ nauczy siê j± kontrolowaæ. Z tob± by³o tak samo, ale odebra³am im ciebie i jeste¶ s³absza ni¿ inne. Bo jest nas du¿o. To musisz wiedzieæ. Dzieci natury jest wiêcej, ni¿ to ludziom we wsi siê wydaje.
- Ja? Ja te¿ jestem taka? To dlatego to wszystko.
- Tak. To dlatego. I twoja córka te¿ taka bêdzie, ale jak chcesz by by³a silniejsza, zostaw j±. Odmieñca zachowaj i dbaj o niego, to jedyna gwarancja, ¿e córka prze¿yje. Odmieniec potrzebuje jad³a jak ka¿de zwyk³e dziecko. To dlatego mamuny podmieniaj± je, ¿eby prze¿y³o. Bo same nie mog± go karmiæ czym¶, czego nie maj±. Musisz go wykarmiæ i oddaæ zdrowego, wtedy zwróc± ci córkê, mo¿e w nienajlepszym stanie, ale ¿yw± i zdrow±. I siln±. A teraz chod¼ ze mn±.
Obie posz³y przez sitowie, przez bagno, unikaj±c jego zdradzieckich pu³apek jak na prostej drodze. Przesz³y przez wa³ ziemny odgradzaj±cy moczary od czystych wód strumienia i ujrza³y obrazek. Nad strumieniem siedzia³y p³aczki, pior±c koszule i pieluchy. Niektóre z nich by³y nagie i tañczy³y z twarzami skierowanymi do ¶wiat³a kwarty ksiê¿yca. Pozosta³e siedzia³y na brzegu mocz±c bose stopy w zimnej wodzie, kijanki w ich szponach pêka³y tworz±c obfit± pianê, któr± pokrywa³y odzie¿ i pieluchy kilkorga dzieci le¿±cych w ko³yskach z trawy i wodorostów stoj±cych nieopodal. ¯adna z kobiet nie zwróci³a na nie uwagi, nie by³o potrzeby. Z wyj±tkiem tej jednej. Kobieta odrzuci³a chustê na plecy. Czarne jak u kruka w³osy opad³y jej na chudy kark i plecy, a ciemne oczy wlepi³a w Esterkê.
- Chcesz? Chcesz j± z powrotem? Ju¿ teraz? Ona nie gotowa. Chcesz ju¿ j± zabraæ i oddaæ moje dziecko? Tego chcesz?
Esterka d³ugo patrzy³a w oczy mamuny, nie wa¿±c siê powiedzieæ s³owa. Lecz musia³a dokonaæ decyzji i nic tego nie zmieni.
- A ty? - kobieta unios³a g³owê spogl±daj±c na starsz± wied¼mê. - Ty chcesz tego o czym my¶lê?
- Tak - rzuci³a stara bez zw³oki. - Ale tylko wtedy, je¿eli ona sama tak zdecyduje.
- Zdecyduje? Niby ja? O czym? - zdziwiona Esterka otworzy³a szerzej oczy i zaczê³a wszystko rozumieæ, powoli, stopniowo, ta jedna natrêtna my¶l wdziera³a siê do jej ¶wiadomo¶ci.
- Dobrze my¶lisz - odpar³a p³aczka. - Chcemy ciebie, nie by³a¶ z nami dostatecznie d³ugo i jak chcesz mocy, musisz z nami zostaæ jeszcze. Wtedy nie by³ dobry czas, bardzo niedobry, ale musisz go dope³niæ. Poza tym czas nie ma najmniejszego znaczenia. Chcesz byæ taka jak inne, zostañ.
- Nie - rzek³a Esterka twardo i mocno. - Nie chcê jej jeszcze. To, czego chcê, to dope³niæ szkolenie. Przyjdê o najbli¿szej pe³ni, dzieckiem siê nie przejmuj, bêdzie w dobrych rêkach, przyjdê sama i zostanê tak d³ugo, jak d³ugo bêdzie trzeba. A moja córka ma byæ bezpieczna, w innym przypadku zabiorê j±.
- Nie mo¿esz, jej czas jeszcze nie nasta³. Nie wolno ci, musisz najpierw sama przez to przej¶æ. Wype³niæ w³asny czas - rzek³a kobieta.
- Zgoda, przyjdê i ukoñczê mój czas, który nie ma znaczenia, a wasze dziecko zostawiê z ni± - rzuci³a, wskazuj±c oczami znachorkê. - Ale jeszcze dzi¶ chcê zobaczyæ moje dziecko. Potem odejdê, a kiedy wrócê, bêdê gotowa.
Dentes 2.0 Template © 2004-2010 Marcin 'Mmorcin' Szymkowiak.
Hosting by courtesy of Webdevelopment London venture - derosso.net
The Bridge Inn and and Ravians Tower by Rico Holmes, High Priestess by kind permission of Phaere.